Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kryminalny Szczecin na jeden weekend

Jak już chwaliłam się na blogu jestem z tych lekko kryminalnych. Nie, nie kradnę słodyczy w sklepie i probówek z laboratorium, jestem po psychologii kryminalnej. W te lato dwie rzeczy określone przez niektórych moich znajomych najgorszym tekstem na świecie "Chciało Ci się?!" okazały się dla mnie rezerwuarem dobrej energii :) W kwietniu postanowiłam coś zmienić w swoim życiu i wstąpiłam do IAESTE Szczecin. Organizacja jest tak stara jak czasy pokoju w Europie, bo powstała ona w 1948 roku. W te lato według planu miałam siedziec sama w pokoju i zamulać w Simsy, ale cudem moje niecodzienne wykształcenie i IAESTE poszły w parze :D  Zgodnie z moim pomysłem tegoroczny weekend w Szczecinie otrzymał tajemniczą nazwę Szczecin InveStigation. Logo zaprojektował nikt inny tylko ja i jakoś poszła całość :) Celem tego weekendu było zapewnienie możliwości spędzenia miło czasu praktykantom obecnym w Polsce w czasie tych wakacji, a całość miała lekko kryminalny posmak .

Swoje 5 minut miałam grając w filmie technika kryminalistyki i będąc odpowiedzialna za pierwszy punkt na trasie gry :)
fot. Silvia Garbayo

Największa przygodą tego lata jest jednak rola w filmie i cała zabawa jaka była przy jego kręceniu.
jednak mój największy sukces to fakt znalezienia sie mojego logo na kubkach, które pojechały w świat. To tak jakby spełnić marzenie z dzieciństwa o byciu grafikiem, ale od razu dostac mały urywek światowej kariery :)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Recenzja książki „Krzyk pod wodą”

students.pl
Ostatnio to Skandynawia wiedzie prym w kryminałach. Dla mnie to pierwsze zetknięcie się z literaturą z tej części Europy. Tym razem na rynek trafia nie szwedzki kryminał, a duński. 
Do zimnej, ale jakże klimatycznej Kopenhagi przybywa młoda psycholog Katrine Wraa. Ma zająć się pracą w oddziale zwalczającym przestępczość zorganizowaną. W tym czasie w Kopenhadze zostaje popełnione brutalne morderstwo. Katrine musi się zmierzyć nie tylko z wyzwaniem jakim jest powrót do jej drugiej ojczyzny (jest pół Angielką, pół Dunką) , ale także z demonami z przeszłości. Do tego sprawa nie okazuje się taka prosta jak się wydawało, mimo iż zbrodnia została popełniona w dobrej rodzinie na wierzch wychodzą różne rodzinne tajemnice, oprócz tego nie wszyscy policjanci są przekonani co do celowości pracy Katrine.

Bardzo dużym atutem jest zestawienie dwóch miejsc na początku powieści. Katrine wraca z gorącego Egiptu do zimnej Danii. Zamieszkuje w swoim rodzinnym domu, który pełen jest wspomnień. W trakcie czytania poznajemy przeszłość głównej bohaterki. Cały czas żyje ze świadomością, że to przez nią jej chłopak popełnił samobójstwo. To zestawienie sprawia , że już na początku powieści odczuwamy wewnętrzne zimno, a nawet lekki smutek. Na drugim biegunie mamy policjanta Jensa, który współpracuje z Katrine. On również nie jest szczególnie szczęśliwym człowiekiem. Bohaterowie są bardzo dobrze przedstawieni i dobrani. Zimno w powieści i w sensie dosłownym i przenośnym odczuwamy w momencie poznania rodziny ofiary, w której na pierwszym miejscu jest kariera, a na drugim życie rodzinne.

Akcja przerywana jest fragmentami pisanymi kursywą, które przedstawiają życie pewnej dziewczynki, która najpierw jest źle traktowana przez matkę, a potem sama zaczyna zbaczać z prawej ścieżki. Na początku nie wiemy kim jest owa bohaterka, należy doczekać do końca, by o tak niecny życiorys posądzić jedną z najspokojniejszych bohaterek. Jest to świetne urozmaicenie, bo z chęcią śledzimy najpierw losy niekochanego dziecka, potem zepsutej dziewczynki, a na końcu wytrawnej morderczyni. Nie należy pomijać tych fragmentów.

Powieść pisana jest przez duet zarówno zawodowy jak i życiowy czyli Jeanette Øbro Gerlow i Ole Tornbjerg. Jako czytelniczka nie wyczułam tego, że książka jest pisana przez dwie osoby, ponieważ jest bardzo spójna pod względem treści, języka i stylu. Językowo jest w porządku, nie jesteśmy zasypywani powtórzeniami, ani też zbyt fachowym językiem. Autorzy skupili się bardziej na warstwie psychologicznej niż na technice pracy policji , co sprawia, ze jest łatwa w odbiorze. Ze strony technicznej warto zaznaczyć , że książka nie jest podzielona na klasyczne rozdziały, ale na mniejsze odcinki.

Wielkim plusem jest niezwykła klimatyczność powieści uzyskana zarówno przez opisy jak i przez dialogi. Opisy nie męczą czytelnika, są bardzo konkretne. Ciekawym pomysłem jest zestawienie w powieści rożnych stanów społecznych. Książka pokazuje nam co może motywować człowieka do zbrodni. Nie jest to motyw pieniężny, ale prawdziwe cierpienie. Książka momentami jest przygnębiająca i zimna, ale to jest raczej plusem, bo nie wyobrażam sobie by kryminał i to jeszcze skandynawski miał być „milusi". W książce między wierszami przedstawiane są realia dzisiejszej Danii, dowiadujemy się, że jest to drogi kraj, ale także multikulturowy. Gówna bohaterka jest pól Dunką pół Angielką, a jej partner z pracy ma córkę z Francuzką. Motyw ten jest także bardzo wyraźny gdy poznajemy podejrzanego o zbrodnię imigranta i jego historie w której to Dania miała być rajem i szansą na lepsze życie.

Bardzo zaskakujące jest zakończenie, przez pół książki jesteśmy przekonani, że sprawca jest znany i tylko czekamy aż będzie można go przesłuchać, potem przez moment mamy wątpliwości, ale sprawca to osoba, która nawet z opisu jest anielsko piękna, wykonuje jeden z najpiękniejszych zawodów na świecie i jest osobą, której chętnie byśmy zaufali. Podoba mi się pomysł, by właśnie taki był sprawca, to czyni książkę nieprzewidywalną. Cała konwencja opisania zbrodni, która dzieje się w środowisku osób o nieskalanej opinii i w kraju, gdzie morderstwa to rzadkość , a ludziom żyje się najlepiej w Europie. Głównym motywem w powieści jest woda, pojawia się ona na początku we wspomnieniach matki dziewczynki, która poznajemy we wplatanych fragmentach. Katrine uczy się nurkować, na początku książki się tego boi, na końcu w epilogu pierwszy raz robi to bez strachu. Woda także zabiera jej ukochanego. Czasami jakiś trop jest w tytle książki, ale autor o nim zapomina, tu nic nie jest bez celowe, duet z Danii bardzo dokładnie zaplanował swoją powieść. Naprawdę warto sięgnąć po tą książkę, jednak warto przykryć się kocem bo to podróż w mroczne i zimne zakątki zarówno Europy jak i duszy człowieka. Polecam.


Tytuł "Krzyk pod wodą" (Skrig under vand)
Autorzy: Jeanette Øbro Gerlow i Ole Tornbjerg
Wydawnictwo: nsignis
Ilość stron: 406
Rok wydania: 2012
Przekład: Justyna Haber
Cena: 34,99zł
.

środa, 1 maja 2013

Recenzja książki „Otchłań zła”

Zły plon bezprawia
Nowym się tylko bezprawiem poprawia. „
- Wiliam Shakespeare – motto książki.

Ostatnio w kiosku wpadł mi w ręce pierwszy tom trylogii Maxime Chattam pt. „Otchłań zła". Zazwyczaj książki, które są tanie są przewidywalne, jednak ta zaskoczyła mnie dość pozytywnie.
Cała historia toczy się w Portland. Na początku książki poznajemy głównych bohaterów policjanta Josha Brolin'a i młodą studentkę Juliette Lafayette w dość nietypowym momencie. Ona zostaje porwana przez przestępce, którego on szuka. Juliette zostaje uratowana, wszystko kończy się dobrze, „Kat z Portland" nie żyje. W tym momencie Hollywoodzka sielanka się kończy, ponieważ po pewnym czasie w pustostanie w lesie zostaje znalezione ciało młodej kobiety wszystko wskazuje, że psychopata powrócił. Tu zaczyna się skomplikowany proces, bo na wstępie dowiadujemy się o tym, że Joshua zabił „Kata z Portland" i sprawa jest zamknięta. Zaczynają się poszukiwania ducha „Kata z Portland" w które włącza się także Juliette. Po drodze w książce podsuwany jest nam motyw z „Boskiej komedii" Dantego, autor sugeruje także, że ciemne moce mają udział w tej dziwnej i pogmatwanej sprawie.
Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona do tej serii, bo myślałam, że autor zaserwuje nam historię „z mchu i paproci" w której to nagle człowiek ożywa i wstaje z grobu, a cała teoria dziejów zostaje zanegowana. Historia jest jednak na tyle wciągająca, że stwierdziłam, że poczekam i zobaczę co zamierza pokazać autor. Maxime Chattam bardzo dokładnie prowadzi nas przez tą zawiłą historię. Główny bohater Josh zajmuję się portretami psychologicznymi seryjnych zabójców , więc bardzo dokładnie poznajemy psychikę poszukiwanego ducha „Kata z Portland". Momentami zaczynamy włączać się powoli w śledztwo i sklejać w głowie fakty. W książce pojawiają się terminy z medycyny sądowej, ale autor wprowadza postać Bentleya Cotland'a , który ma zostać zastępca prokuratora generalnego i któremu policjanci tłumaczą wszystkie pojęcia, to znacznie ułatwia czytanie i nie zmusza nas do ciągłego biegania po encyklopedię.
W książce godne uwagi są bardzo dokładne opisy, które nie skupiają się na zachodach słońca i zbędnych walorach przyrody, a na rzeczach kluczowych. Możemy poczuć klimat zagraconego pokoju Josha, ale także zmarznąć wraz z bohaterami w nocy na miejscu zbrodni, zobaczyć mroczny pustostan w lesie. Nie wszystkie opisy w książce są miłe i przyjemne, znajdują się tam także opisy ofiar czy sekcji, ale są one dozowane, więc książka nie obrzydza. Autor wie, kiedy powiedzieć dość. Dla osłody w powieści pojawia się także motyw romansu Josha i Juliette, jest trochę jak z serii z serduszkiem, on ją uratował przed śmiercią itp., ale motyw ten nie dominuję, jest tego tyle ile być powinno. Narracja jest trzecioosobowa, niektóre rozdziały to opis dnia Juliette, a inne Josha, czasem łącza się w jeden dzień. Czasami najpierw czytamy o tym jak morderca rozprawia się ze swoją ofiara, a w kolejnym rozdziale już czytamy o pracy policji. W książce nie ma bohaterów ze stali mają oni swoje słabości i uczucia. Są bardzo dokładnie zarysowane. Pozycja jest dość obszerna pisana niezbyt dużą czcionką, ale dość krótkie rozdziały ułatwiają czytanie. Język jest dość łatwy w odbiorze, jest urozmaicony. Nie mamy tu do czynienia z denerwującymi powtórzeniami. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Książka mimo wielu walorów ma także swoje minus,które zauważają praktycznie wszyscy, którzy mieli z nią kontakt. Postać Juliette na końcu książki staje się już denerwująca, gdy udaje się do domu mordercy, wiadomo co ją spotyka. Jako czytelnik nie ma się wpływu na zachowanie bohaterów. Gdy wczytamy się w tom dostrzegamy celowość tego zabiegu, bo wtedy udaje się rozwiązać całą sprawę. Plusem takiego obrotu sprawy jest to, że gdyby autor zostawił Juliette przy życiu zapewne żyła by ona długo i szczęśliwie z Joshem i trylogia zamieniła by się w skandynawską sagę z kiosku. Nie mniej jednak w czasie czytania ciśnie się na usta zdanie „po co tam leziesz głupia kobieto". Kolejny minus to miejsce akcji. Szkoda, że francuski pisarz nie umieścił akcji w swoim kraju w końcu pustostany w lasach i mroczne krajobrazy znajdziemy w każdym kraju,, Francja wydaje się bardziej magiczna niż USA, wtedy powieść była by jeszcze bardziej klimatyczna. W powieści są motywy francuskie, ale same motywy mają się dość nijak do treści, bo połączenie Francja + USA jakoś nie gra. Jak dla mnie kryminał powinien być klimatyczny, temu tego nie brakuje, ale mogło by być lepiej.
Bilans wychodzi na plus i stwierdzam, że książka jest godna polecenia. W skali jeden do 10 dała bym 9,5. Jeżeli przebolejemy głupotę bohaterki na końcu i miejsce akcji to może nawet 10. Bardzo dobry kryminał nie przesadzony. Już nie takie proste czytadło, bo można z niego coś trochę wyciągnąć oprócz odrobiny rozrywki. Zakupiłam także drugi i trzeci tom, drugi już rozpoczęłam, bo na końcu każdego znajduje się początek kolejnego. Tą serię mogę polecić z czystym sumieniem dla kogoś komu nie straszne odwiedziny w małej strefie mroku, gdzie zwykle rzeczy nie dzieją się zbyt często.

Tytuł: „Otchłań zła" („L'ame du mal „)
Autor: Maxime Chattam
Rok wydania: 2004
Oprawa: miękka
Przekład: Joanna Stankiewicz-Prądzyńska
Ilość stron: 544
Wydawnictwo: Sonia Draga